Dziś rano bałam się iść na przystanek w związku z wczorajszą poranną przygodą na przystanku. Niby nic takiego się nie stało, ale bardzo się przestraszyłam, aż do tego stopnia, że bałam się dziś iść w tamtą stronę.
Przystanek usytuowany jest w gruncie rzeczy na odludziu. W pobliżu przystanku jest właściwie tylko jeden stary, drewniany dom, pamiętający czasy poprzedniego stulecia.
A w tym domu mieszka sobie facet popijający procenty, głównie wino i piwo. Od wieloletniego popijania coś się z facetem niedobrego porobiło, bo zaczął sam do siebie mówić, gestykulując przy tym niemiłosiernie.
I wczoraj idę sobie jak zwykle na przystanek, podziwiam poranne śpiewy ptaków z jednoczesnym odganianiem się od komarów. Minęłam dom tego człowieka i nagle słyszę jak ktoś idzie za mną i bardzo głośno mówi, bynajmniej nie do mnie. Już to mnie przestraszyło, bo zawsze sama sobie idę na przystanek. Obejrzałam się i ujrzałam dziwny widok: faceta w jakimś poszarpanym kombinezonie, z kapeluszem na głowie i wiaderkiem w ręce.
Doszłam szybko na przystanek i zaczęłam faceta obserwować. A ten cały czas mówiąc do siebie, skręcił z drogi na łąkę i wyrzucił z wiadra jakieś rzeczy, wśród których rozpoznałam spodnie. Potem wrócił na drogę, postawił na asfalcie wiadro i ruszył w moją stronę, cały czas głośno mówiąc do siebie.
Serce mi zaczęło łomotać i zaczęłam iść w przeciwną stronę do faceta. A on widząc, że poszłam z przystanku krzyknął do mnie: dzień dobry. Jak to usłyszałam to jeszcze bardziej przyspieszyłam i za zakrętem schowałam się w krzaki. A on postał przez chwilę na asfalcie, po czym odwrócił się, wziął wiadro i poszedł do domu. A ja z duszą na ramieniu wróciłam na przystanek.
Po powrocie z pracy opowiedziałam tę przygodę teściowej i mojemu mężowi. Powiedzieli mi, że ten człowiek nie jest w ogóle groźny. Do tej pory nie wykazywał żadnej agresji wobec ludzi. Ludzi prosi tylko o 5 zł, (na piwo) bełkocząc, że nie może zejść z 5 zł, bo wszystko jest drogie.
Po powrocie z pracy opowiedziałam tę przygodę teściowej i mojemu mężowi. Powiedzieli mi, że ten człowiek nie jest w ogóle groźny. Do tej pory nie wykazywał żadnej agresji wobec ludzi. Ludzi prosi tylko o 5 zł, (na piwo) bełkocząc, że nie może zejść z 5 zł, bo wszystko jest drogie.
Kilka lat później … 18.01.2021 r.
I co ja mam tutaj napisać? Chyba to, że faceta nie ma już na świecie. W końcu któregoś dnia za dużo było tych procentów … Przystanku też już tam nie ma. A właściwie go nie widać, bo zarósł. Bus przestał tamtędy jeździć, bo mało miał klientów.
Chodzę na inny przystanek, w odwrotnym kierunku. I dobrze. Droga do mojego obecnego przystanku jest o wiele ciekawsza i przystanek nie jest usytuowany na odludziu.

