Mam siedzącą pracę. Często się łapię na tym, że pracuję przy komputerze parę godzin bez chwili przerwy. Nie zauważam, że mam nogi ścierpnięte. Nie jest to chyba za zdrowe dla mojego organizmu. Któregoś dnia zaczęły mnie bardzo boleć krzyże. Myślę, że powodem tego to było właśnie takie długotrwałe siedzenie przy komputerze.
Wzięłam się za samodzielne leczenie pleców (czego oczywiście nikomu nie polecam). Mąż smarował mi je jakimiś maściami. Łykałam też tabletki przeciwbólowe. I nic, żadnej reakcji pleców na te specyfiki. Dopiero jakiś plaster leczniczy mi pomógł, ale nie w 100%.
Już miałam się wybrać do lekarza, ale … najpierw postanowiłam spróbować inaczej żyć i pracować.
Zaczęłam się więcej ruszać. Robię sobie spacery przed rozpoczęciem pracy i to samo po pracy. Bardzo dużo chodzę. Dużo jeździłam na rowerku stacjonarnym. Ból pleców całkowicie zniknął. Czuję się doskonale. Po długim spacerze czuję jak mi krew szybciej krąży w żyłach i energia mnie ogromna rozpiera.
Chwilowo nie jeżdżę na rowerku stacjonarnym bo go wczoraj mój mąż zawiózł mojej mamie. Po zabiegu kolana moja mama ma zaleconą jazdę na rowerku. Mam jeszcze zwykły rower, ale nie lubię sama jeździć. Mamy tylko jeden rower. A poza tym męża nie ciągnie do tego sportu.
A co do pracy przy komputerze to gdzieś czytałam, że po każdej godzinie pracy należy zrobić sobie 5 minutową przerwę. Najlepiej wtedy przejść się po świeżym powietrzu, ale jak tego dokonać w pracy?
Jaki szef mi pozwoli na wyjście na zewnątrz po każdej godzinie pracy?
Jaki szef mi pozwoli na wyjście na zewnątrz po każdej godzinie pracy?
Kilka lat później … 28.12.2020 r.
Rower stacjonarny szybko do mnie wrócił, bo mama nie chciała na nim jeździć. W sumie jej się nie dziwię. Nigdy nie jeździła na rowerze i nagle miałaby zacząć jeździć na rowerze stacjonarnym w wieku 65 lat?
Nie pamiętam dokładnie czy jeździłam na nim po jego powrocie z Krakowa. Pamiętam, że od urodzenia dziecka na pewno na nim nie jeździłam. Na początku nie było czasu i chęci. A teraz uprawiam inny sport. Na przykład przed chwilą bawiłam się z dzieckiem w chowanego.
Jak było ciepło na zewnątrz to dużo razem biegaliśmy. Graliśmy w piłkę nożną, bawiliśmy się w berka. I to jest plus mieszkania na wsi. W każdej chwili możemy wyjść na pole i całe podwórko jest nasze. Natomiast plusem mieszkania w Krakowie jest większa ilość dzieci tam mieszkających.
Jak byłam dzieckiem, to mieszkałam w Nowej Hucie, w dziesięciopiętrowym wieżowcu. Mieszkało w nim mnóstwo dzieci w moim wieku. Wystarczyło wyjść na pole i wszędzie wokół bloku bawiły się dzieci.
Mieszkałam w takim miejscu, gdzie obok bloku był ogromny plac zabaw (kilka huśtawek, kilka piaskownic, kilka karuzel, zjeżdżalni) i taki trochę jakby park. Pełno drzew i alejki, którymi śmigały dzieci na rowerach. Ja zresztą też. Uwielbiałam jeździć na rowerze.
Nie było gier komputerowych. Nie było co oglądać w telewizji. Nie było smartfonów. Letnie dni dzieci spędzały na świeżym powietrzu. Nikt się nie bał o swoje dzieci. Nie było też samochodów.
Moje dziecko nie lubi grać w gry komputerowe. Ja się z tego bardzo cieszę. Jednakże jego koledzy bardzo lubią grać w gry komputerowe, szczególnie w jedną, która jest w ogóle nieatrakcyjna dla mojego dziecka. Potem mi mówi: mamo koledzy ciągle rozmawialiby tylko o Minecraft. Co mam zrobić? Mam grać w grę, chociaż nie chcę tego robić, bo mi się w ogóle nie podoba? Wolę się bawić …
I co można na to dziecku odpowiedzieć? Mąż mu powiedział, że każdy lubi robić coś innego i nie można się zmuszać do interesowania się czymś, co nas kompletnie nie interesuje …
A ja dodałam, żeby przypadkiem Bartuś nie krytykował ich grania na komputerze …

