Od początku września każdego ranka jeżdżę busem ze wsi, zamiast autobusem. Godzina odjazdu autobusu zupełnie mi nie pasowała. A nie chciałam się spóźniać, jakby nie było do nowego miejsca pracy.
W sumie miesięcznie wydaję na przejazdy do pracy i z powrotem 220 zł, z czego około 90 zł na przejazdy po Krakowie. Bardzo drogie jest to mieszkanie na wsi, ale nie o tym chciałam pisać.
Bus jeździ inną drogą niż autobus, z zupełnie innej strony wsi. Mam do niego bliżej niż do autobusu. Okolica drogi do przystanku autobusowego jest dużo ciekawsza niż do przystanku busowego, że go tak nazwę. Na przystanku busowym czuję się jakoś tak nieswojo.
W pobliżu jest tylko jeden dom, cały drewniany, zbudowany zapewne kilkadziesiąt lat temu. Mieszka w nim tylko jeden człowiek. Jest to mężczyzna w wieku około 30 lat. Nie ma swojej rodziny, rodzeństwa też nie ma, a rodzice dawno temu pomarli. Ten młody człowiek nigdzie nie pracuje, w zasadzie nie wiadomo z czego się utrzymuje. Wiadomo tylko jedno: bardzo nadużywa alkoholu.
Parę dni temu stojąc na tym przystanku usłyszałam nagle męski głos coś śpiewający, pochodzący z tego domu. A wczoraj nagle usłyszałam słowa: a co to, autobus pojedzie? Nie wiem czy to było do mnie, ale wyraźnie zostało to powiedziane w tym domu. Bardzo się tego przestraszyłam.
Dziś poszłam na przystanek z duszą na ramieniu, ale na szczęście nie usłyszałam żadnych głosów z tego domu.
Kilka lat później … 6.10.2020 r.
Może to on nam zwinął te kapusty … Od dawna ten dom stoi pusty.
Po jakimś czasie wróciłam na przystanek autobusowy, bo zlikwidowali busa. Potem jeździłam innym busem z innego miejsca. Potem znowu wróciłam do autobusu, bo znowu zlikwidowali busa. I obecnie od dawna jeżdżę autobusem.

