W grudniu dużo się nasłuchałam o tym, że bus nie będzie jeździł do naszej wsi od stycznia. Kierowcy kierujący tym busem mówili nam, że kompletnie im się nie opłaca jeździć do nas. W sumie trudno im się było dziwić. Rano jechało busem zaledwie parę osób.
Do pracy nie chodziłam w okresie od 24 grudnia do 2 stycznia. Pod koniec grudnia napisałam maila do urzędu gminy i do firmy przewozowej z pytaniem czy od stycznia będzie do nas jeździć bus.Do dzisiejszego dnia nie dostałam odpowiedzi z jednej, ani z drugiej strony.
Przez dwa dni mąż odwoził mnie na busa, do którego musiałabym iść pieszo przez około pół godziny. Nie wsiadałam do niego na przystanku, do którego musiałabym iść te pół godziny. Wsiadałam do busa parę przystanków dalej.
W busie tym widziałam dwie znajome z widzenia osoby, z którymi jeździłam busem z mojej wsi. Bardzo im współczułam tego, że muszą taki kawał drogi przejść.
Na drugi dzień wysiadłam jak zwykle w tym samym miejscu w Krakowie co zwykle i nagle podeszła do mnie jedna z tych 2 znajomych z widzenia osób.
Miły pan poinformował mnie, że bus jeździ: z i do naszej wsi. Rano po prostu i tak zwyczajnie jeździ 10 minut wcześniej w stosunku do tego co było w poprzednim roku.
Byłam bardzo zaskoczona życzliwością tego pana, bo nasz urząd gminy i właściciel firmy przewozowej trochę mnie zawiedli.
Poza tym żadne z nas (ja, mąż i teściowa) nie wpadło na to aby sprawdzić rozkład jazdy na przystanku. Hahahaha.
Poza tym żadne z nas (ja, mąż i teściowa) nie wpadło na to aby sprawdzić rozkład jazdy na przystanku. Hahahaha.
A najbardziej śmieszne było to, że mąż podwoził mnie do busa, który swą trasę rozpoczynał w naszej wsi.
Kilka lat później … 16.11.2020 r.
Nigdy nie otrzymałam odpowiedzi. Do urzędu gminy jeszcze potem raz pisałam, ale to już w sprawie autobusu i też nie otrzymałam odpowiedzi. Nigdy się nie zdarzyło żebym w pracy nie odpisała na jakiegoś maila.

