W Boże Narodzenie pojechaliśmy do kościoła na mszę na 9.30. Po mszy wybraliśmy się na cmentarz zapalić świeczkę tacie mojego męża.
Przed wejściem na cmentarz jeden kontener na śmieci był przepełniony. A obok kontenera zaczynał się potężny zwał śmieci ciągnący się na wiele dziesiątek metrów. Wyglądało to tak jakby obok cmentarza było wysypisko śmieci. A te śmieci to wypalone znicze i kwiaty.
Nie wiem o co tu chodzi. To wygląda tak jakby parafia nie miała pieniędzy na wywóz śmieci. Może wywózka takich ilości śmieci jest bardzo droga.
Z drugiej strony księża mieszkają w przepięknej plebanii. W tym roku zostały wybudowane olbrzymie garaże na samochody księży. No i księża jeżdżą bardzo drogimi samochodami. Nie wiem czy mnie i wiele innych osób będzie kiedykolwiek stać na takie samochody.
A pieniędzy na wywózkę śmieci z cmentarza nie ma …
Prosto z cmentarza pojechaliśmy do moich rodziców na obiad świąteczny. Od razu mojemu tacie opowiedziałam o tym, co przed chwilą widziałam, z komentarzem o drogich samochodach …
A mój kochany tata powiedział, że są Święta i mogłabym się czymś innym zająć w tej chwili, a nie obgadywaniem księży. Stwierdził, że może po Świętach Bożego Narodzenia posprzątane zostanie to śmietnisko.
A poza tym, ksiądz to też człowiek. Też ma swoje słabości i upodobania.
Być może …
Kilka lat później … 11.11.2020 r.
Nic dodać, nic ująć.

