Wczoraj o 7.30 wyrwał nas ze snu dzwoniący telefon. Moja mama dzwoniła przekonana, że jesteśmy już dawno po śniadaniu. Normalnie tak byłoby, gdyby nie zmęczenie z poprzedniego dnia. Po śniadaniu wzięłam się za przeglądanie prasy kobiecej. I natrafiłam na artykuł, który wywołał wspomnienia z dzieciństwa.
W dzieciństwie nie słyszałam o ADHD, dysleksji, dysgrafii. Nie istniały takie pojęcia w tamtych czasach? A może któryś z moich rówieśników był dyslektykiem, ale nie miał o tym bladego pojęcia?
U nas na wsi jest prowizoryczne boisko. Paweł mówił, że chłopaki z tego boiska niemal nie schodzili. Non stop grali w piłkę. Teraz tego nie ma. Mieszkam tu prawie dwa lata i ani razu nie widziałam tam dzieci. Może winny jest temu niż demograficzny?
A może za duży teraz jest dostęp do telewizora, komputera. Dzieci spędzają dużo czasu przy tych urządzeniach? Nie mam dzieci, więc nie potrafię sobie odpowiedzieć na pytanie, co w dzisiejszych czasach robią dzieci.
Gdy byłam dzieckiem była moda grania w gumę. Grałyśmy z koleżankami w gumę na każdej przerwie między lekcjami, po szkole. Jak nie grałam w gumę to jeździłam na rowerze. Rodzice nie martwili się o mnie, że coś mi się stanie.
U nas na wsi jest prowizoryczne boisko. Paweł mówił, że chłopaki z tego boiska niemal nie schodzili. Non stop grali w piłkę. Teraz tego nie ma. Mieszkam tu prawie dwa lata i ani razu nie widziałam tam dzieci. Może winny jest temu niż demograficzny?
A może za duży teraz jest dostęp do telewizora, komputera. Dzieci spędzają dużo czasu przy tych urządzeniach? Nie mam dzieci, więc nie potrafię sobie odpowiedzieć na pytanie, co w dzisiejszych czasach robią dzieci.
Gdy byłam dzieckiem była moda grania w gumę. Grałyśmy z koleżankami w gumę na każdej przerwie między lekcjami, po szkole. Jak nie grałam w gumę to jeździłam na rowerze. Rodzice nie martwili się o mnie, że coś mi się stanie.
Na wsi z kuzynostwem chodziliśmy na borówki do lasu albo na grzyby. Uwielbiałam jeść borówki prosto z krzaczków. W takiej postaci były najsmaczniejsze. To samo było z czereśniami, śliwkami, truskawki, jabłkami. Chodziliśmy po drzewach i zajadaliśmy się tymi owocami. Niejeden raz spadłam z drzewa.
Rozpalaliśmy ogniska, w których piekliśmy ziemniaki. A potem brudnymi rękami odłupywaliśmy skorupę z tych ziemniaków i tymi samymi rękami pochłanialiśmy je z apetytem.
A teraz? Teraz nie wyobrażam sobie zjeść coś prosto z krzaczka czy drzewa. Jak mi się zdarzy zjeść parę malin z krzaka, to od razu się zastanawiam czy się na coś po nich nie rozchoruję. Wszystko muszę mieć wymyte zanim zacznę jeść, nawet pomarańcze i mandarynki.
A teraz? Teraz nie wyobrażam sobie zjeść coś prosto z krzaczka czy drzewa. Jak mi się zdarzy zjeść parę malin z krzaka, to od razu się zastanawiam czy się na coś po nich nie rozchoruję. Wszystko muszę mieć wymyte zanim zacznę jeść, nawet pomarańcze i mandarynki.
Kilka lat później … 8.08.2020 r.
Trochę mi to przeszło. Przed chwilą wróciłam z lasu, w którym zajadałam się świeżo zerwanymi malinami i ostrężynami. Pierwszy raz w życiu spotkałam się z leśnymi ciemnoczerwonymi ostrężynami. Do tej pory znałam tylko czarne ostrężyny. Te czerwone są słodsze od czarnych.
Jednakże już nie będę jadła tych owoców prosto z krzaka. Poczytałam sobie przed chwilą o bąblowicy. Tą chorobą można się zarazić poprzez jedzenie niemytych owoców leśnych.
Bąblowica jest chorobą pasożytniczą. Chorobę wywołuje tasiemiec bąblowiec. Jaja tasiemca znajdują się w kale zarażonych zwierząt leśnych, ale i też domowych. I te jaja możemy połknąć wraz ze zjedzeniem owoców leśnych prosto z krzaczka.
Larwy tasiemca mogą zagnieździć się w bardzo ważnych narządach ludzkich, najczęściej w wątrobie. Wokół larwy utworzy się torbiel, która z czasem uciska sąsiadujące ze sobą tkanki. Pęknięcie torbieli może doprowadzić do utraty życia.

