Bardzo fajnie mieszka się na wsi ze względu na ciszę, spokój, w miarę czyste powietrze, piękną zieleń. Oczywiście pięknej zieleni teraz nie ma, ale jest coraz bliżej wiosny …
I tylko ten problem z dojazdami do pracy i powrotami do domu ... W Krakowie jest tak fajnie … jak nie jedzie jeden autobus, to jedzie inny.
W czwartek po południu czekałam sobie jak zwykle w Krakowie na busa. Przyjechał w końcu z 20 minutowym opóźnieniem. Dla mnie to było już 35 minut oczekiwania na niego. Ja i parę osób bardzo się ucieszyliśmy, że w końcu przyjechał.
W czwartek po południu czekałam sobie jak zwykle w Krakowie na busa. Przyjechał w końcu z 20 minutowym opóźnieniem. Dla mnie to było już 35 minut oczekiwania na niego. Ja i parę osób bardzo się ucieszyliśmy, że w końcu przyjechał.
Zastanawialiśmy się co prawda już od chwili czy czymś innym nie jechać, ale każdy z nas z innego busa miałby bardzo daleko do naszej wsi. Do pokonania byłoby od 30 do 40 minut drogi w zależności od tego, kto gdzie mieszka.
Wysiedli ludzie z busa, a kierowca zaczął coś robić w okolicy podłogi. Żartowaliśmy, że kierowca położył się na podłodze, aby chwilę odpocząć. Po 10 minutach przyglądania się sytuacji podeszłam do kierowcy zapytać czy w ogóle zamierza jechać z powrotem. Na co on mi pokazuje lewarek w garści i mówi, że choćby chciał to i tak się nie da pojechać. Najwidoczniej ten lewarek urwał się w drodze do Krakowa.
A w poprzednim miesiącu jechaliśmy z otwartymi drzwiami, które na jakimś przystanku nie chciały się zamknąć i już więcej się nie zamknęły. Myślałam, że na drugi dzień ten bus nie przyjedzie, ale przyjechał. Drzwi się normalnie zamykały i otwierały, ale tylko do czasu. Na jakimś przystanku znów mieliśmy powtórkę z rozrywki.
Wczoraj rano ten bus podobno popsuł się w drodze do Krakowa. A po południu jechał już normalnie.
Pasażerów jednocześnie bawią te sytuacje i budzą grozę. Strach człowieka ogarnia na myśl czym my jeździmy.
Wysiedli ludzie z busa, a kierowca zaczął coś robić w okolicy podłogi. Żartowaliśmy, że kierowca położył się na podłodze, aby chwilę odpocząć. Po 10 minutach przyglądania się sytuacji podeszłam do kierowcy zapytać czy w ogóle zamierza jechać z powrotem. Na co on mi pokazuje lewarek w garści i mówi, że choćby chciał to i tak się nie da pojechać. Najwidoczniej ten lewarek urwał się w drodze do Krakowa.
A w poprzednim miesiącu jechaliśmy z otwartymi drzwiami, które na jakimś przystanku nie chciały się zamknąć i już więcej się nie zamknęły. Myślałam, że na drugi dzień ten bus nie przyjedzie, ale przyjechał. Drzwi się normalnie zamykały i otwierały, ale tylko do czasu. Na jakimś przystanku znów mieliśmy powtórkę z rozrywki.
Wczoraj rano ten bus podobno popsuł się w drodze do Krakowa. A po południu jechał już normalnie.
Pasażerów jednocześnie bawią te sytuacje i budzą grozę. Strach człowieka ogarnia na myśl czym my jeździmy.
Kilka lat później … 28.11.2020 r.
Do dziś pamiętam jazdę z tymi otwartymi drzwiami i straszny ziąb z tego powodu wewnątrz busa. Jakiś czas później przestał jeździć ten bus. A kierowca tego busa, chyba nawet jego właściciel przeniósł się do innej firmy przewozowej, w której nadal kierował busem, ale już nie swoim. I na innej trasie.

