Przeszliśmy z mężem już wszystkie 3 szczepienia, które mają za zadanie podwyższyć poziom przeciwciał blokujących w moim organizmie.
Ciężko było u mnie z wiarą w powodzenie tego przedsięwzięcia, ze względu na niską skuteczność działania szczepionek, czyli około 50%.
Bardzo starałam się wierzyć, ale do tej pory ciągle coś nam się z mężem nie udawało w związku przyjściem na świat upragnionych dzieci. A mój mąż wierzył i starał się, jak mógł, zasiać tę wiarę we mnie.
On wierzy, że w końcu się uda i będziemy mieć dzieci lub chociaż jedno dziecko. Mówi mi, że w końcu coś zadziała, może akurat te szczepienia spowodują, że następnym razem nie dojdzie do poronienia.
Zazdroszczę mojemu mężowi takiego pozytywnego nastawienia do całego świata. Ja to mam ciągle jakieś obawy i lęki, odnośnie niemal każdej sprawy w moim życiu. Mój Boże, jak ja kiedyś żyłam bez Pawła???
Jeżeli chodzi o pozostałe dwa szczepienia, to ja je nawet dość dobrze zniosłam. Był ból w rękach, było też swędzenie w rękach i wybrzuszenia pod skórą, ale odczuwanie tych objawów było dużo mniejsze niż po pierwszym szczepieniu.
Natomiast z moim mężem było coraz gorzej wraz z kolejnym oddaniem krwi do szczepień. Po ostatnim czuł się bardzo źle przez około tygodnia czasu. Mam nadzieję, że nigdy więcej nie będzie musiał oddawać krwi.
Przy ostatnim szczepieniu lekarz powiedział, żeby odczekać ponad 2 tygodnie czasu od tego ostatniego szczepienia i ponownie zrobić badanie na obecność przeciwciał blokujących. Oby przeciwciała osiągnęły poziom 40% …
Kilka lat później … 5.04.2021 r.
Jak myślicie, czy przeciwciała osiągnęły poziom magicznych 40%? Nie wiemy, bo nigdy tych badań nie zrobiliśmy. Niestety nie pamiętam, dlaczego tak się stało … może odpowiedź będzie w kolejnych blogach …
Pamiętam tylko, że nie wolno nam było zachodzić w ciążę do zakończenia sprawy ze szczepieniami i wykonania badania na poziom przeciwciał blokujących …

