Wczoraj poczułam się jakbym mieszkała na końcu świata …
Bardzo wczesnym rankiem poszłam jak zwykle na przystanek na busa. Na drodze było śniegu po kostki. Nie wiem dlaczego o tej porze droga nie była ani niczym posypana, ani odśnieżona.
Bardzo wczesnym rankiem poszłam jak zwykle na przystanek na busa. Na drodze było śniegu po kostki. Nie wiem dlaczego o tej porze droga nie była ani niczym posypana, ani odśnieżona.
Czekając na busa zastanawiałam się czy on w ogóle do nas na wieś przyjedzie. O dziwo przyjechał. Zabrał mnie z przystanku i zaczął się bardzo powoli wspinać na dość wysoką górkę. Nie udało mu się dojechać nawet do połowy tej górki, bo stanął w poprzek drogi.
Przeżyłam wtedy chwile grozy bo tył busa, gdzie siedziałam nagle niebezpiecznie zawisł nad rowem.
Przeżyłam wtedy chwile grozy bo tył busa, gdzie siedziałam nagle niebezpiecznie zawisł nad rowem.
Busem jechało bardzo mało ludzi: ja i jeszcze jedna pani. Ta kobieta mieszkająca od urodzenia na wsi i pewnie niejednokrotnie przeżywająca podobne historie miała przy sobie numer telefonu do punktu odśnieżarek (nie wiem jak to inaczej nazwać). Kierowca zadzwonił pod ten numer i … dowiedział się, że drogi w naszej wsi nie dość, że zostały odśnieżone to i na dodatek posypane!
Kierowca zaczął mówić coraz bardzie wzburzonym głosem, że droga w ogóle nie była dziś odśnieżana. A pani się upierała, że jednak było inaczej. W końcu kierowca zaczął krzyczeć do tej kobiety po drugiej stronie telefonu, aż w końcu kobieta poddała się i powiedziała, że za chwilę przyjedzie do nas odśnieżarka.
Czekałyśmy z tą kobietą jeszcze z 10 minut na odśnieżarkę, która ciągle nie przyjeżdżała, aż w końcu poszłyśmy przed siebie …
Kierowca zaczął mówić coraz bardzie wzburzonym głosem, że droga w ogóle nie była dziś odśnieżana. A pani się upierała, że jednak było inaczej. W końcu kierowca zaczął krzyczeć do tej kobiety po drugiej stronie telefonu, aż w końcu kobieta poddała się i powiedziała, że za chwilę przyjedzie do nas odśnieżarka.
Czekałyśmy z tą kobietą jeszcze z 10 minut na odśnieżarkę, która ciągle nie przyjeżdżała, aż w końcu poszłyśmy przed siebie …
Po półgodzinnym marszu zabrał nas w końcu jakiś bus i dotarłam do pracy z dużym opóźnieniem.
A dziś w ogóle bus nie przyjechał. Mąż podrzucił mnie samochodem do najbliższego busa i przyjechałam do pracy o właściwej porze.
Czy tylko ja mam takie problemy z dotarciem do pracy?
Kilka lat później … 26.11.2020 r.
A tę historię z busem w poprzek drogi to akurat pamiętam. I pamiętam jak z tą panią szłyśmy i szłyśmy bez końca brnąc w tym śniegu …
Brnięcie przez śnieg pamiętam jeszcze z dzieciństwa, jak jeszcze jeździłam w zimie do babci, która mieszkała w górach. Tam nikt polnej drogi nie odśnieżał. Po prostu trzeba było iść przed siebie i tworzyć własną drogą w śniegu po kolana. Czy moje dziecko doświadczy chodzenia po śniegu po kolana?

