Wczoraj byłam w sądzie. Sprawa sądowa dotyczyła mojego taty. Przed dwoma laty zmarł jego wuj zostawiając w spadku mieszkanie i trochę pieniędzy polokowanych na kontach w różnych bankach.
Do spadku uprawnionych było aż 32 osoby. Wuj nie założył swojej rodziny, a w testamencie (tuż przed śmiercią) zapisał tylko mieszkanie – swojej siostrze. W sumie tata odziedziczył około 500 zł, ale nie o tym chciałam napisać …
No cóż, inaczej to sobie wyobrażałam … Myślałam sobie – powaga sądu i takie tam …
Na wezwaniu było napisane, że do sądu należy stawić się osobiście lub w przypadku nieobecności przedłożyć zaświadczenie lekarskie. Do sądu przyszli prawie wszyscy, oprócz jednej osoby. Zamiast tej osoby stawił się jej syn z pisemnym upoważnieniem. Na miejscu okazało się, że upoważnienie w zupełności wystarczy.
Na salę sądową mógł wejść każdy. Nikt nie sprawdzał kto wchodzi, więc weszłam i ja. Tacie udało się usiąść, a ja stałam – podpierając ścianę. Stałam za plecami protokolantki i cały czas obserwowałam jej pisanie. Moje dwie kuzynki siedziały na parapecie w otwartym oknie. Jedna z nich trzymała na kolanach swoje 5 letnie dziecko. Na salę weszło bardzo dużo ludzi. Większość wezwanych weszła z różnymi osobami towarzyszącymi. Część ludzi stała, tak jak ja i podpierała drzwi, albo ścianę.
Jedna osoba była raczej nietrzeźwa. Widać to było po jego zachowaniu (i zapachu). Sędzia ciągle upominała tę osobę, ale to nic nie pomagało. Facet nadal sobie żarty stroił, głównie z sędzi. Dopiero na końcu powiedziała, żeby tego pana więcej do sądu nie zabierać, bo inny sędzia go po prostu zamknie.
Było … fajnie, jak na spotkaniu towarzyskim, brakowało tylko kawy i czegoś słodkiego do tej kawy …
Kilka lat później … 21.08.2021 r.
No tak, to było fajne spotkanie towarzyskie. Dawno nie widzieliśmy się w tak dużym gronie. Najczęściej taka duża, cała rodzina spotyka się na weselach lub
na …

