W środę wieczorem miałam objawy, które zasugerowały mi, że jest mało prawdopodobne, aby ciąża była nadal żywa. Popłakałam sobie rzewnie i stwierdziłam, że mam dość. A w piątek czeka mnie znowu szpital …
Nie mogłam spać ze stresu. Wizyta u lekarki była zaplanowana na 15 w czwartek. To stanowczo za późno. Miałam za dużo czasu na myślenie i stres. Koło południa byłam u kresu sił, kiedy nagle zadzwoniła koleżanka z pracy z informacją, że właśnie przyszła do pracy nowa osoba za mnie i potrzebują ode mnie paru informacji. Ten telefon mnie już totalnie dobił.
Kiedy w końcu weszłam do gabinetu lekarki moje ciśnienie krwi było chyba ogromne. Byłam roztrzęsiona, czerwona jak burak i gotowa na jakiś wybuch płaczu. Mąż czekał na mnie w poczekalni też bardzo zestresowany.
Od razu powiedziałam lekarce, że bardzo się boję, że poroniłam, bo miałam wczoraj objawy i je wymieniłam np. brązowa wydzielina. Lekarka powiedziała, że to nie jest objaw poronienia.
A potem lekarka wykonała mi USG. Powiedziała, że wszystko jest w porządku, serduszko bije i pokazała mi maleńki pulsujący punkcik bicie serca swojego dziecka ...
Od razu powiedziałam lekarce, że bardzo się boję, że poroniłam, bo miałam wczoraj objawy i je wymieniłam np. brązowa wydzielina. Lekarka powiedziała, że to nie jest objaw poronienia.
A potem lekarka wykonała mi USG. Powiedziała, że wszystko jest w porządku, serduszko bije i pokazała mi maleńki pulsujący punkcik bicie serca swojego dziecka ...
Rozbeczałam się i zaczęłam powtarzać, że jak to jest możliwe, że ja nadal jestem w ciąży. Lekarka poszła po mojego męża, gdyż stwierdziła, że w tym stanie nie będę pamiętać, co będzie do mnie mówić. Mąż zbladł, gdy mnie zobaczył. Był pewny, że stało się to, czego bardzo baliśmy się. Lekarka wyprowadziła go z błędu.
To był bardzo ciężki dzień, bardzo emocjonujący. Najgorszy dzień mojego życia i jednocześnie najpiękniejszy. A więc jestem w ciąży. Mam w sobie maleńkie życie. To niesamowite!!!
To był bardzo ciężki dzień, bardzo emocjonujący. Najgorszy dzień mojego życia i jednocześnie najpiękniejszy. A więc jestem w ciąży. Mam w sobie maleńkie życie. To niesamowite!!!
Kilka lat później … 17.04.2021 r.
Pamiętam ten dzień … ten płacz z rozpaczy, a potem z radości i niedowierzania …, że się jednak udało i ciąża nadal istnieje. Bije malutkie serduszko mojego dziecka. Trudno było uwierzyć, że nadal jest we mnie rozwijające się nowe życie.
A jeżeli chodzi o pracę, to postanowiłam (a właściwie to mój mąż postanowił) nie wracać już do pracy. Dostałam kolejne zwolnienie lekarskie, nie pamiętam już teraz na jaki okres czasu.

