Wczoraj rano trochę posprzątałam dom. Potem wzięłam się za gotowanie obiadu. W pewnym momencie przyszła teściowa do kuchni i mnie poinformowała, że chyba dużo grzybów jest w lesie, bo była na łące koło sąsiada i było parę podgrzybków, ale starych i zjedzonych przez robaki.
Nie umiem się skupić na 2 sprawach jednocześnie, więc nie bardzo słuchałam co mówi.
A potem sobie myślę, że las jest niemal na wyciągnięcie ręki, tylko około 50 m od naszego domu i ja do tego lasu w ogóle nie chodzę. Zdarzyło mi się w nim być raz albo dwa razy.
Mniej więcej tak do końca studiów regularnie jeździłyśmy z mamą na grzyby do babci lasu. Co się potem stało, że przestałyśmy jeździć? Pojawiły się kleszcze, których wcześniej nie było. Bałyśmy się z mamą panicznie tych kleszczy, szczególnie po tym jak moja kuzynka po ukąszeniu przez kleszcza wylądowała w szpitalu. Kuzynka mieszka w pobliżu tego lasu.
Postanowiłam stawić czoło kleszczom. Ubrałam się odpowiednio, z myślą o kleszczach: spodnie, bluza z kapturem, półbuty i wyszłam na zewnątrz domu. Zarzuciłam kaptur na głowę i z duszą na ramieniu wkroczyłam do lasu.
Od razu natrafiłam na jakieś grzyby. Nie byłam sobie w stanie przypomnieć co to są za grzyby. Kilkunastoletnia przerwa w zbieraniu grzybów zatarła mi w pamięci wiedzę o nich. Zostawiłam więc grzyby w spokoju i poszłam na spacer po lesie.
Piękny zapach się po nim roznosił. Wdychałam go pełną piersią. Pospacerowałam po lesie jakieś pół godzinki. Wróciłam do domu pełna energii z postanowieniem często chodzenia po lesie.
Kilka lat później … 9.10.2020 r.
Potem rzadko chodziłam do lasu. W tym roku się dopiero przełamałam. Doszłam do wniosku, że jak będę tak wielu rzeczy bała (w tym przypadku kleszczy i węży) to nic nie zdobędę. Zakładałam gumiaki, polar (nawet przy 30 stopniach Celsjusza), kapelusz i chodziłam na leśne maliny i leśne ostrężyny.
Ostatni raz w lesie byłam tydzień temu. W ten już nie idę, bo już nic tam nie rośnie. Jedynie grzyby, ale na nich trzeba się świetnie znać, aby je zbierać. A wiedzę na ten temat straciłam dawno temu. Chodząc z mamą na grzyby byłam pewna każdego grzyba, bo mama się na wszystkich znała. Ja przy niej trochę tej wiedzy liznęłam, ale wraz z wiekiem gdzieś mi wyparowała.
Aaaa i nic złego mnie w tym lesie nie spotkało. Nie spotkałam się z żadnym z kleszczy i węży. Spotykałam jedynie bociana na łąkach, który wcinał jakieś zwierzątka, żywe zwierzątka.

