Ostatnio dużo myślałam o tym, że odkąd wyszłam za mąż mam dużo mniejszy kontakt z moją dalszą rodziną. Mam na myśli między innymi kuzynów, kuzynki, ciocie i tak dalej. I tak sobie myślałam, że miło byłoby zobaczyć ich wszystkich razem. Przydałaby się jakaś uroczystość typu wesele. Wtedy przyjechaliby wszyscy.
No i cóż, nadarzyła się okazja. Właściwie tak tej sprawy nie można nazwać okazją, bo aż nie wypada. Zmarła mama mojego wuja. Pojechaliśmy wczoraj razem z moimi rodzicami na pogrzeb do Chrzanowa.
No i zobaczyłam część mojej rodziny ze strony mojej mamy, bo nie wszyscy przyjechali na pogrzeb. I nie poczułam nic z tego powodu. Wiem, że byliśmy na smutnej uroczystości, ale nie poczułam żadnej radości na widok mojej rodziny. Byli mi niemal obojętni.
No i zobaczyłam część mojej rodziny ze strony mojej mamy, bo nie wszyscy przyjechali na pogrzeb. I nie poczułam nic z tego powodu. Wiem, że byliśmy na smutnej uroczystości, ale nie poczułam żadnej radości na widok mojej rodziny. Byli mi niemal obojętni.
Rozmawiałam potem o tym z moim kuzynem. Bardzo rozluźniły się nasze stosunki i chyba oprócz więzów krwi nic nas nie łączy. Każde z nas (mam na myśli kuzynów i kuzynki) założyło swoje rodziny i te rodziny są dla nich najważniejsze. Poza tym każde z nas ma rodzeństwo, więc na co dzień kontaktujemy się z nimi. Każdy ma swoje sprawy, pracę. No cóż, chyba taka kolej rzeczy.
Jakaś tam była mowa o kolejnych spotkaniach, ale jakoś nie bardzo ktoś podejmował ten temat.
W ubiegłym roku zmarła moja bliska krewna. Obiecywaliśmy sobie rodzinne spotkanie latem ubiegłego roku. No i mamy teraz marzec i gdyby nie pogrzeb cioci to nadal nie mielibyśmy spotkania.
Kilka lat później … 18.07.2020 r.
Dawno temu przestałam tęsknić za kuzynami, a szczególnie za kuzynkami. Mam swoją rodzinę i bliską rodzinę, typu brat, siostra z rodzinami. A kuzynki „widuję” na znanym wszystkim portalu społecznościowym. I to mi wystarcza.

