Teraz takie czasy, że zdjęcia najczęściej przetrzymuje się na płytkach lub na pendrivie albo na dysku w komputerze. My z mężem tak samo postępowaliśmy.
Oboje uwielbiamy robić zdjęcia. Do czasu narodzin naszego dziecka wiele podróżowaliśmy po Polsce i z każdej podróży przywoziliśmy mnóstwo zdjęć, ale nie dawaliśmy ich do wywołania. Od dawna mnie to martwiło, że te zdjęcia gdzieś nam zaginą i od dawna zbierałam się do tego, aby wybrać najlepsze zdjęcia, wywołać je i zrobić albumy.
W przerwie między Świętami w końcu udało mi się wybrać trochę zdjęć z naszego bardzo bogatego zbioru zdjęć. Uzbierało się nam tego ponad 2000. Przeglądnęłam jakieś 2/3 zdjęć i wybrałam ponad 150 zdjęć. Główną postacią na większości zdjęć jest oczywiście nasze dziecko.
Mąż wysłał zdjęcia przez internet do wywołania i wczoraj po paru dniach odebrał je w księgarni. Nie było końca ich oglądania. Bartuś przyglądał się niemowlakowi, jakim był w sumie całkiem jeszcze niedawno i martwiło go bardzo, że na części z nich nie ma, a to mamusi, a to tatusia. Mało brakowało, aby się z tego powodu rozbeczał, więc przerwaliśmy oglądanie zdjęć.
Brakuje nam jeszcze albumów do tych zdjęć. Kupimy je w przyszłym tygodniu. Nareszcie nasze zdjęcia znajdą się na właściwym miejscu. Będzie fajna pamiątka do wspominania.
Kilka lat później … 9.09.2022 r.
Każdego roku jeździmy z dzieckiem w parę miejsc w Polsce. W tym roku byliśmy między innymi nad naszym polskim morzem i w kopalni soli w Bochni (polecam, wspaniałe przeżycie).
Mamy zdjęcia z tych wszystkich miejsc, ale w bardzo ograniczonych ilościach, ponieważ moje niemal 8-letnie dziecko nie chce być fotografowane. Zbuntowało się i w sumie nie wiem dlaczego, bo go o to jakoś nie zapytałam, ale zapytam przy najbliższej okazji. Nadal jednak (już teraz wspólnie z dzieckiem) wybieramy co roku trochę zdjęć do wywołania i w ten sposób nadal tworzymy nasz wspólny album ze zdjęciami.

