Powoli udało się mi przekonać Pawła, że grudzień to miesiąc beznadziejny na ślub. Próbowałam go przekonać, że sierpień to piękny letni miesiąc, idealny na ślub. On nie chciał słyszeć o tak odległym terminie ślubu.
Ech, a ja chciałam jak najbardziej oddalić termin ślubu, bo zaczęłam się przyszłością bardzo denerwować ...
Tysiąc myśli przebiegało mi przez głowę ...
Stracę wolność. Już nie będę mogła robić sobie co chcę popołudniami. Byłam przekonana, że jak wyjdę za mąż, to już nie będę czytać książek pasjami, tak jak to teraz robiłam ...
Jak mnie wciągnęła książka to potrafiłam czytać całymi popołudniami, wieczorami, w autobusie, na przystanku, byle poznać jak najszybciej zakończenie ...
A co z zakupami ciuchowymi, jak będę i kiedy chodzić po sklepach, jak przyszły mąż będzie mnie zabierał samochodem spod pracy do domu? Czy będę mogła wydawać tyle pieniędzy ile będę chciała na swoje potrzeby, tak jak do tej pory?
A co z gotowaniem? Nie cierpię tego zajęcia i nie za bardzo umiem ...
No i ta teściowa, bardzo miła, jak na razie, ale kto wie jak się będzie zachowywała po ślubie ... Paweł mieszka z nią od lat, a może okaże się maminsynkiem i mama będzie chciała rządzić małżeństwem ...?
Przerażające to wszystko ... Czy warto w ogóle zawierać związek małżeński? W sumie przecież teraz jest bardzo fajnie ... Dlaczego tak nie może zostać? No tak, choćby dla dzieci, przecież zawsze chciałam mieć dzieci, dwójkę ...
Ech ....
Kilka lat później … 13.02.2020 r.
Co ja za bzdury wymyślałam. Nie mogę się teraz sama sobie nadziwić. Książki jak czytałam, tak nadal czytam. Ograniczyłam oczywiście czas na czytanie książek i czytam je właściwie tylko w autobusach, no i czasem też na przystankach. Mam ważniejsze sprawy na głowie, niż czytanie książek w domu i nie żałuję braku tej przyjemności. Może wrócę do tego na emeryturze …
Teściowa, o niej niemal wszyscy narzekają, ale u mnie okazało się, że nie taki diabeł straszny, jak go malują …

