Coraz bardziej doceniam fakt mieszkania na wsi. Wieś ma to do siebie, że wyjście z dzieckiem na spacer nie jest żadnym problemem, szczególnie na spacer koło domu. Nie trzeba jakoś specjalnie ładnie go ubierać. Wystarczy nałożyć czapeczkę na głowę dziecka i wyjść przed dom.
To samo jest ze mną. Wsuwam tylko klapki na nogi i jestem gotowa do wyjścia. Codziennie, po powrocie z pracy, wychodzę z dzieckiem na taki spacer. Bartuś uwielbia te spacery. Gdy jest ładna pogoda to moje dziecko jest aż 3 razy na spacerku: do południa i po południu z teściową, a pod wieczór ze mną i czasem z moim mężem.
I nie trzeba iść na jakiś szczególnie długi spacer, bo wszystko co dziecko chce zobaczyć jest koło domu, czyli rośliny oraz zwierzęta, samochody przejeżdżające drogą koło domu. Szczególnie interesują go teraz samochody, liście roślin i ptaszki. Lubi się wsłuchiwać w śpiew ptaków.
Czasem na nasze podwórko wpadnie w odwiedziny jakiś pies, bądź kot. I te zwierzęta Bartuś poznał. Nie zna innych domowych zwierząt, jak np. kury, konie, krowy. Tego typu zwierzęta bardzo trudno u nas na wsi spotkać.
Kilka gospodarstw domowych ma jedynie kury. Do ubiegłego roku jedno gospodarstwo miało konia, ale podobno go już nie ma. Nie widać nigdzie pasących się krów. Nawet niewiele psów mieszka na wsi, to samo w sumie jest z kotami.
Podobno na przestrzeni 10 lat bardzo zmieniła się wieś, w której mieszkam. Kiedyś ta wieś pełna była zwierząt domowych i upraw na polach. Teraz jest niewiele zwierząt i mało kto uprawia ziemię, najczęściej niewielki kawałek pola koło domu, jak moja teściowa. Nie widać już pól ze zbożami, a jedynie łąki.
Kilka lat później … 24.08.2021 r.
A obecnie to my głównie z mężem uprawiamy ten niewielki kawałek ziemi. Teściowa jest silną i zdrową kobietą, ale coraz starszą i odciążamy ją od różnych domowych czynności.

