Na wczoraj zaplanowaliśmy wyjazd do Krakowa. Chcieliśmy odwiedzić moich rodziców a przy okazji zobaczyć pokazy indywidualnej i grupowej akrobacji lotniczej. Całą sobotę padał deszcz. Nie zobaczyliśmy niczego ciekawego w powietrzu. Większość pokazów akrobatycznych została wczoraj odwołana ze względu na tę niezbyt ciekawą pogodę.
A dziś już się nam nie chciało jechać do Krakowa. Do południa mieliśmy gości: rodzinę Pawła. A po południu postanowiliśmy zjeść coś niezbyt zdrowego. Zrobiliśmy sobie chipsy domowe. Piszę zrobiliśmy ponieważ Paweł coś tam zrobił … przyniósł ziemniaki z piwnicy i usiadł przy stole w oczekiwaniu na pyszne chipsy.
Przepis na domowe chipsy.
Obieram ziemniaki i je myję. Potem skrobaczką skrobię kilka ziemniaków Wychodzi z tego całe mnóstwo cienkich talarków. Wrzucam je do miski i płukam kilka razy. Potem dokładnie je osuszam kuchenną ściereczką.
Wlewam olej do patelni i go rozgrzewam. Do rozgrzanego oleju wrzucam trochę tych talarków. Wyciągam je jak się już trochę przyrumienią. Po osuszeniu talarków ręcznikiem papierowym posypuję je solą.
Talerz gotowych chipsów postawiłam przed nosem męża. Właściwie bardzo niewiele ich zjadłam, bo ciągle byłam zajęta smażeniem a mąż je na bieżąco wcinał. Bardzo mu smakowały.
Stwierdził, że są dużo lepsze niż chipsy mojej teściowej. Chipsy teściowej zalatywały ziemniakami. Pewnie dlatego, że teściowa nie płukała talarków.
Stwierdził, że są dużo lepsze niż chipsy mojej teściowej. Chipsy teściowej zalatywały ziemniakami. Pewnie dlatego, że teściowa nie płukała talarków.
Jak będziemy mieli chęć na chipsy to będziemy je robić w domu. Są na pewno zdrowsze od tych zakupionych w sklepie.
A przepis pochodzi z mojego Praktycznego Poradnika Kulinarnego.
Kilka lat później … 26.09.2020 r.
Dacie wiarę, że moje dziecko nie lubi chipsów, frytek i napojów typu pepsi?
W ubiegłym roku mieliśmy problem, bo nie wiedzieliśmy co zrobić w sytuacji, gdy została zaplanowana wycieczka szkolna, która miała się zakończyć w popularnej sieci zapodającej między innymi frytki i pepsi.
Ostatecznie dziecko nam się rozchorowało i nie pojechało na wycieczkę szkolną. Może i dobrze, bo byłby jedynym dzieckiem zajadającym kanapkę i popijającym herbatę z kubka termicznego … A wiecie jak to jest z dziećmi ... obawiam się, że nie zrozumiałyby niejedzenia frytek …

