Nasze dziecko wymyśliło sobie zabawę, która ogólnie nas denerwuje, ale staramy się tego nie okazywać po sobie. Bartuś, jak wiadomo, często załatwia swoje potrzeby fizjologiczne do nocnika. Najczęściej jednak dzieje się to wtedy, jak wie, że przyszedł czas na spanie. Wtedy robi co może, aby przesunąć moment spania. I wymyślił sobie zabawę …
Bartuś jak chce na nocnik, to mówi stanowczo ka! Ok, to dajemy go na nocnik.
Najpierw było tak, że wysiusiał się, bądź zrobił coś innego do nocnika i siedział dalej na nim przez dłuższy czas. Nie zgadzał się (też bardzo stanowczo) na to, aby go wziąć z tego nocnika. Robił wtedy różne rzeczy: rozglądał się dookoła, oglądał swoje części ciała np. palce u nóg. I trwało to i trwało … A teraz mamy coś innego …
Bartuś zrobi swoje do nocnika, po czym wstaje i patrzy na mnie z łobuzerskim uśmieszkiem. Pytam go więc, czy skończył, a on nic tylko uśmiecha się. Podchodzę do niego i chcę go wziąć na ręce, a on z powrotem siada na nocnik. To pytam go, czy siusia jeszcze. Nic nie odpowiada, tylko wstaje.
Jeżeli do niego nie podchodzę, to on robi powolne kroczki w moim kierunku i nadal się uśmiecha. A gdy podejdę do niego, to on zaczyna się cofać do nocnika i usiłuje usiąść, czasem od razu, mimo, że jest daleko od nocnika i to już jest niebezpieczne. No i takie mamy teraz zabawy, z nocnikiem w tle.
Czasem się na to złoszczę, a czasem to mi się śmiać chce, jak widzę jego łobuzerski uśmiech na twarzy. Dowcipnisia mamy w domu.
Kilka lat później … 3.01.2022 r.
Nie pamiętam tych sytuacji z nocnikiem, ale musiało być wtedy bardzo zabawnie.

