Wczorajszy dzień w pracy był bardzo dla mnie trudny. W pewnym momencie przyszły do nas koleżanki z poprzedniej pracy. Miło było ich zobaczyć, ale znów poczułam się jakoś tak … samotnie. A myślałam, że już się przyzwyczaiłam do nowego miejsca.
Pooglądały mój pokój i pozachwycały się dużą jego powierzchnią. Przyglądałyśmy się wzajemnie. Kilka z nich nie widziałam parę tygodni, bo jak się przenosiłam na nowe miejsce, to one były na urlopie. Jedna bardzo przytyła przez ten czas. Na koniec spotkania obiecałyśmy sobie, że będziemy się często odwiedzać.
Pooglądały mój pokój i pozachwycały się dużą jego powierzchnią. Przyglądałyśmy się wzajemnie. Kilka z nich nie widziałam parę tygodni, bo jak się przenosiłam na nowe miejsce, to one były na urlopie. Jedna bardzo przytyła przez ten czas. Na koniec spotkania obiecałyśmy sobie, że będziemy się często odwiedzać.
Całe popołudnie przeżywałam to spotkanie. Nawet w nocy nie mogłam spać, ale rano wstałam już w lepszym nastroju, mimo tego, że za oknem była nieciekawa pogoda. Rano padało, w południe padało i teraz też pada. Z tego, że pada to akurat bardzo się cieszymy (ja, mój mąż i moja teściowa) i życzylibyśmy sobie aby tak padało z parę dni. Im więcej deszczu tym więcej wody w studni.
Problem z wodą w studni zaczęliśmy rozwiązywać. Chcieliśmy złożyć wniosek o przyłączenie nas do wodociągów, ale potrzebna jest mapa sytuacyjno wysokościowa do celów projektowych. Zleciliśmy jej wykonanie geodecie.
Niestety na coś takiego trzeba czekać parę tygodni. A na mapie się nie skończy. Gmina ma wydać jakieś parametry czy coś takiego, a potem trzeba wykonać jakiś projekt, potem jeszcze coś i jeszcze coś …
Kilka lat później … 30.09.2020 r.
Nie pamiętam już, kiedy to nastąpiło, ale w końcu mogliśmy się przyłączyć do upragnionych wodociągów. I obecnie korzystamy z wody wodociągowej, ponieważ wczoraj wieczorem zabrakło wody w studni.

