Po obiedzie wybrałam się na długi spacer i wróciłam trochę przygnębiona. Było tak ponuro i tak zimno na zewnątrz, że aż mi mój dobry humor gdzieś się ulotnił.
Na spacerze wypatrywałam zwierząt. Nawet jednego ptaka nie spotkałam. Może ptactwu też się nie podobał taki ponury dzień i pochowały się gdzieś w tylko sobie wiadomych miejscach, oby ciepłych.
Odkąd mamy ogrodzenie i zamykamy bramę po zmroku, to nawet przestaliśmy widywać sarny. Niemal mi ich brakuje. Robiły nam dużo szkód, ale trochę nas cieszyło, że nas zwierzęta odwiedzają.
Nawet dzięcioł ostatnio odpuścił sobie kucie naszego domu. Swoją drogą słyszałam kiedyś w telewizji, że w Krakowie dzięcioł wykuwa dziury w elewacji domu. W tym domu jeszcze nikt nie mieszka, ponieważ dopiero co go wybudowano. Budowlańcy wykonują roboty wykończeniowe.
Prace kończą wraz z pojawieniem się zmroku. Jak sobie już pójdą, to wtedy przylatuje dzięcioł i zaczyna kucie. Następnego dnia przychodzą robotnicy i znajdują dziury w elewacji. Łatają, a następnego znów są nowe dziury. Nie wiadomo o co temu dzięciołowi chodzi.
Co tam spacer, jak tylko weszłam do domu i ujrzałam mojego męża, to od razu mi się humor poprawił. Nie ma znaczenia żadna pochmurna pogoda jeżeli ma się u boku tak fajnego faceta jak mój mąż. Paweł jest moim słoneczkiem. Rozświetla moje dni.
Kilka lat później … 1.11.2020 r.
Mam jeszcze jedno słoneczko, które całymi dniami się śmieje … To moje dziecko … może być ponuro na zewnątrz i co z tego? W domu ciągle słychać mojego synka i jego dźwięczny śmiech …

