Rano skusiłam się na zrobienie testu ciążowego, chociaż mogłam jeszcze spokojnie kilka dni poczekać. Test był inny, niż poprzednim razem.
Podobna zasada działania, ale ten dzisiejszy test był bardzo prymitywny. Ulotka była źle napisana. Nie chcę się wdawać w niesmaczne szczegóły, ale pośpiech i niezbyt czytelna ulotka doprowadziły do tego, że źle zrobiłam test hahaaa.
Mimo źle wykonanego testu już wiem, że znów nie jestem w ciąży. No cóż, trudno się mówi, takie życie, może następnym razem się uda. A na dodatek chciałam dzisiaj umówić męża na czwartek na to badanie ... i okazało się, że akurat w tym tygodniu w czwartek nie wykonują tych badań, hahahaa. A to pech. A może to znak, że nie ma sensu robić tego badania, bo hmmm w następnym miesiącu się uda?
W każdym bądź razie była chwila rozczarowania i u mnie i u Pawła. A potem stwierdziliśmy, że spokojnie poczekamy na te dwie kreski. Nadzieja umiera ostatnia. Na pewno w końcu doczekamy się tych dwóch kresek.
Aaaaa, właśnie sobie przypomniałam coś ... przecież kiedyś wierzyłam w to, że mimo skończonych 30 lat znajdę miłość ... że gdzieś ten przeznaczony jest.
Kurcze, dobrze, że istnieje coś takiego jak internet. Gdyby nie internet, to nie poznałabym Pawła. Nie miałabym szans na poznanie najwspanialszego człowieka na świecie, mojej miłości, mojej drugiej połówki pomarańczy.
Wierzę więc w to, że doczekamy się owocu naszej miłości, maleńkiej istotki.
Kilka lat później … 7.07.2020 r.
Przed chwilą przeczytałam Pawłowi to zdanie: Nie miałabym szans na poznanie najwspanialszego człowieka na świecie, mojej miłości, mojej drugiej połówki pomarańczy.
Szkoda, że nie mogliście zobaczyć jego buzi, szeroko roześmianej. Zapytałam męża, czy też tak o mnie myśli, to się tylko uśmiechnął zagadkowo … Hmmm.
A potem powiedział, a może zamruczał: zobaczysz wieczorem …

