ABCmaluszka.pl - płodność, ciąża, poród, dziecko, macierzyństwo
Blog młodej mężatki
Przejdź do treści

Koronawirus a dziecko

ABCmaluszka.pl - płodność, ciąża, poród, dziecko, macierzyństwo, blog
Opublikowany przez w Mężatka ·
Od kilku tygodni pracuję w domu. Bardzo rzadko jeżdżę do pracy. Jak już nie mam wyjścia to jadę. Zdarzyło się to na razie tylko 3 razy. Na szczęście spotykam się wtedy tylko z portierem. Pracuję tylko z jedną koleżanką w pokoju, dlatego też udaje się nam bez problemu unikać.

Myślę, że te wyjazdy do pracy są bezpieczne. Po pierwsze – spotykam się tylko z portierem, a po drugie – do pracy jadę samochodem. Kierowcą samochodu jest mój mąż. On też pracuje w domu.

Na początku było mi bardzo ciężko przyzwyczaić się do tego rodzaju pracy. Ciągle przeszkadzało mi to, że jakichś dokumentów z pracy mi brakuje. Ponadto każdego dnia tworzą mi się zaległości w pracy, które mogę wykonać po powrocie do pracy. To mnie trochę martwi, a czasem nawet bardziej niż trochę.

Zastanawiam się czasem, jak ja sobie poradzę po powrocie do pracy. Mam nadzieję, że najpóźniej w lipcu będzie można już wrócić do pracy. Wtedy mam bardzo mało pracy w pracy, to może jakoś sobie poradzę z zaległościami.

No i druga sprawa to: dziecko. Bardzo mi przeszkadzało to, że moje dziecko ciągle wpada mi do pokoju, gdzie pracuję i woła od progu np.: mamo, kupa! A ja się odrywam od telefonu, przez który rozmawiam służbowo i kładę palec na swoich ustach. I myślę sobie: czy ta osoba to słyszała, hahaha.

Bartuś radzi sobie z tą sprawą, ale czasem prosi nas o sprawdzenie, czy wszystko dobrze zrobił w tej sprawie …

W pierwszych dniach mojej pracy w domu dziecko ciągle zaglądało do mojego pokoju i pytało: mamo, skończyłaś pracę lub mówiło … mamo, popsuło mi się … mamo, bo babcia … mamo, bo tata … mamo, mamo, mamo, ciągle mamo …

W końcu i on i ja przyzwyczailiśmy się do tego, że pracuję w domu. I nie powiem, żeby mi było źle. No nie jest. Jest bardzo dobrze. Tego bardzo potrzebowałam.

Tuż po świętach Bożego Narodzenia powiedziałam do koleżanki w pracy, że chciałabym kiedyś tak po prostu być z rodziną, nawet z pół roku. Na co dzień mamy niewiele czasu dla siebie. Doszłyśmy do wniosku z koleżanką, że na to już nie mamy szansy lub jeszcze nie mamy szansy. Nie jesteśmy w wieku, kiedy rodzi się dzieci i nie jesteśmy w wieku emerytalnym.

A teraz przymusowo siedzimy w domu i jest mi dobrze. Najgorzej tę izolację znosi moja teściowa, szczególnie w święta, kiedy to nie mogła się spotkać ze swoją rodziną. Powiedziałam jej wczoraj, że obecnie najważniejsze jest zdrowie.

Bardzo rzadko robimy zakupy. Mamy bardzo duże zapasy różnych produktów spożywczych. Ostatnie zakupy robiliśmy 3 tygodnie temu. Nie było wtedy drożdży ani świeżych, ani suchych. Może w przyszłym tygodniu pojedziemy na większe zakupy. Na razie mamy co jeść.

Co dwa dni pieczemy chleb. Początkowo piekliśmy chleb ze świeżych drożdży (których mieliśmy ogromny zapas), a teraz pieczemy chleb z suchych drożdży. Jeżeli nie dostaniemy w sklepie drożdży, to spróbujemy upiec chleb, używając proszku do pieczenia i sody, zamiast drożdży.

Moje dziecko bardzo tęskni za szkołą, za swoją wychowawczynią, za kolegami i koleżankami. I bardzo za lekcjami z języka angielskiego. Język angielski to mojego dziecka najbardziej ulubiony przedmiot.

Na szczęście Bartuś jest dopiero w zerówce. Wykonuje wszystkie zadania, które zadaje mu pani wychowawczyni. Jego pani wychowawczyni pisze listy do mojego dziecka z instrukcjami, co ma danego dnia zrobić. Zadania nie są trudne i Bartuś chętnie je wykonuje w domu.

Bardzo mnie cieszy, że teraz mam dużo czasu dla dziecka. Nie muszę spędzać niemal 3 godzin dziennie w środkach komunikacji miejskiej po to, aby dojechać do pracy i wrócić z pracy. On też się z tego naszego kontaktu bardzo cieszy, bo możemy się często razem bawić. Bo może się częściej poprzytulać do mamy, powygłupiać, pograć w piłkę, pobiegać, poczytać i tak dalej.

Początkowo trudno było mu zrozumieć, dlaczego nie może się pobawić z synem sąsiadów i dlaczego może tylko w jego stronę pomachać ręką i krzyknąć: cześć Krzysiu!

Jak wiecie, mieszkam na wsi. Wszędzie mam daleko: do sklepu, do kościoła, do pracy, a dziecko do szkoły. Ale teraz w związku ze stanem epidemii związanej z koronawirusem mieszkanie na wsi jest ogromnym plusem. W każdej chwili mogę wyjść na pole i pobyć koło domu, pospacerować. Nie spotkam tam nikogo, oprócz moich domowników. Nie ma żadnego zagrożenia.

My dorośli możemy posiedzieć pod domem, pospacerować, a z dzieckiem pograć w piłkę, pobiegać, pobawić się. Współczuję mieszkańcom miast. Siostra mojej teściowej mieszkająca w Krakowie bardzo narzeka na mieszkanie w bloku.

Oboje z mężem od paru tygodni nie wyszli z mieszkania. Są schorowani i bardzo się boją, że mogą nie przeżyć koronawirusa. Jedzenie dowozi im syn, ale się z nimi w ogóle nie spotyka. Zakupy zostawia na wycieraczce, dzwoni do drzwi i odchodzi. Na dodatek ich sąsiedzi przechodzą kwarantannę.

Jesteśmy zdrowi, oby tak dalej. Raz w tygodniu odwiedza nas siostra mojego męża, ale nie wchodzi do naszego domu. Od nas się nie zarazi, ale boi się (i my też się boimy), że ona może być chora na koronawirusa i nas zarazi.

Szczególnie boimy się o teściową, która jest kobietą po 70, czyli trochę starszą panią. Teściowa jest osobą zdrową, z czego się ogromnie cieszymy, ale ze względu na dużą umieralność starszych osób, ją szczególnie chronimy przed zarażeniem się koronawirusem.

A spotkania z siostrą mojego męża wyglądają tak … Podjeżdża pod nasz dom samochodem. Wysiada, dzwoni do drzwi i oddala się od nich na kilka metrów. My wychodzimy na próg i tak z nią rozmawiamy. Na pewno z boku to dziwnie wygląda, ale najważniejsza jest teraz ostrożność.

My siedzimy w domu, a ona codziennie musi iść do pracy i może niestety się zarazić koronawirusem. Jeden raz była ze swoją córką, dużo starszą od mojego dziecka. Bartuś od razu, jak tylko zobaczył swoją kuzynkę, podbiegł do niej i powiedział jej: cześć. Po czym klepnął ją w rękę i krzyknął: berek.

Mówiłam mu wcześniej, że ma nie podchodzić do kuzynki, gdyby przyjechała, ale cóż, no jest tylko dzieckiem i zapomniał o tym. Bartusia ogarnęła ogromna radość na widok kuzynki i zapomniał o wszystkim, co mu mówiłam.

Ależ się rozpisałam … oby wszystko jak najszybciej wróciło do normy.

Życzę moim Czytelniczkom i Czytelnikom wszystkiego dobrego, a szczególnie zdrowia w tym szczególnym czasie.



Brak komentarzy

Wróć do spisu treści